Andrzej: To prawda. Ale ludzie często boją się mówić o swoich potrzebach, boją
się, że zostaną źle ocenieni, źle przyjęci. Dlatego kreują sytuacje, w których
partner ma się domyślać, a nieraz nawet jest karany w wyrafinowany sposób, jeśli
się nie domyśla, jakie są potrzeby partnera.
Kasia: W jaki sposób jest karany?
Andrzej: Na przykład milczeniem, które budzi poczucie winy, gniewaniem się,
jakimś nieokreślonym niezadowoleniem, które ma sygnalizować: Nie jestem do końca
z ciebie zadowolony.
Kasia: No, ale spróbuj takiego partnera zapytać: I o co ci tak naprawdę chodzi?
to usłyszysz: Me, nie, już o nic.
Andrzej: Bo ta forma gry ma taki przebieg. To znowu jest sygnał, że masz nadal
zabiegać, nadal domyślać się, atakować, szukać odpowiedzi. I gra się toczy dalej:
jeden z partnerów jest ciągle zobligowany, żeby jakoś tam dotrzeć do drugiego.
Kasia: No, ale niech spróbuje powiedzieć prawdę. Niech no kobieta usiądzie
naprzeciwko partnera i powie: Od ośmiu lat nie miałam z tobą orgazmu, nie
chciałam cię ranić, więc tego nie mówiłam. Jesteś kiepski w łóżku, nie myjesz
nóg codziennie, nie mogę już tego ścierpieć. To mi wygląda na katastrofę, niestety…
Andrzej: To jest katastrofa związku.
Kasia: No i wtedy, jak się domyślamy, partner nie połyka żaby i nie mówi:
Dziękuję, że mi o tym mówisz, bo nie jest oświeconym człowiekiem, tylko mówi:
Słuchaj, właściwie dobrze, że o tym mówisz, ponieważ…
Kasia: I chyba dlatego, że pragniemy tych gestów kojarzymy się w związki, prawda?
Między innymi, oczywiście.
Andrzej: Ale są związki – jak pewnie zauważyłaś – które się jakoś ustabilizowały
w takiej pozycji, że jedno z partnerów ciągle udowadnia, a drugie jest ciągle
niezadowolone. Mężczyzna, bo mówi, na przykład: Za mało o mnie dbasz, a kobieta
często wchodzi w rolę kobietki, która domaga się bezustannie: Kochanie, zrób mi
herbaty, kochanie, jakby ci to nie przeszkadzało to… I tak dalej.
Kasia: Orbituj dookoła mnie, żebym wiedziała, że jestem ważna.
Andrzej: Tak kreują sytuacje, żeby partner ciągle był, ciągle coś robił z
poczuciem, że one nic nie umieją, że czego się tkną, to zaraz pęknie albo się
rozsypie.
Kasia: To ciekawe, bo ja sądzę, że to mężczyźni są tacy delikatni i tak nie
potrafią. I naprawdę chętnie by coś zrobili z całego serca, tylko jak wejdą do
kuchni, żeby coś zrobić, to naprawdę, rączka od patelni sama się urwie, a
szklanka w zlewie sama się stłucze. I oczywiście są przeganiani przez kobiety
dla świętego spokoju. Ale obie strony czerpią z tego jakiś zysk: jedno, udaje,
że chce wyręczyć drugie, drugie to docenia.
Andrzej: Jedno z bardziej cynicznych powie-
dzonek: W małżeństwie ten wygrywa, kto pierwszy mówi: Me potrafię.
Kasia: Żebym cię dobrze zrozumiała: Me kochasz mnie, bo nie poznałeś, co ja
czuję, o czym myślę, czy jestem obrażona, czy jestem zła.
Andrzej: No, na przykład. Siedzisz smutna, wchodzi twój facet i nie reaguje na
ciebie, nie podchodzi, nie pociesza, nie zrobi herbaty, nie wykonuje jakichś
gestów opiekuńczych, gestów szukania kontaktu z tobą, tylko sobie czyta gazetę.
Kasia: Czyli myślę: Jestem dla niego niczym. Jestem w takiej ciężkiej sytuacji,
a on nie wyczuwa tego i nie widzi, o co mi chodzi. Ale każdy z nas, jeżeli już o
tym mowa, oczekuje, że nie stanie się dla partnera jeszcze jedna lampą, która
stoi na swoim miejscu, tylko zaopiekowanym kwiatkiem, podlewanym od czasu do
czasu. Moja samoocena może być bardzo wysoka, ale ja bym nie bardzo chciała żyć
z moim partnerem w związku opartym na takiej zasadzie: przyjmuję raz na zawsze,
że jestem ważna dla niego, i nie muszę mieć z jego strony żadnych tego oznak.
Równie dobrze mogę sobie żyć sama.
Andrzej: No i słusznie. Wiesz, to, że nasi partnerzy jakoś okazują swoje uczucia,
dbają o nas, ma duży sens w budowaniu związku. Ale głównie kiedy nie są do tych
gestów przymuszani, kiedy sami chcą je nam ofiarować. Lecz żeby to robić, muszą
czuć się wolni – wtedy dostajemy od nich najcenniejsze prezenty: kwiaty,
drobiazgi, wiersze, uśmiechy, a źródłem tego są ich wol-
ne wybory. Dają, bo nas kochają, a nie z obowiązku.