Andrzej: Faceci, którzy opowiadają kochankom o swoich kłopotach małżeńskich,
dawno już są w roli dziecka wobec tych kochanek, a te kochanki dawno już są w
roli ich matek.
Kasia: Mimo że różnica wieku jest na korzyść kobiety?
Andrzej: Tak, tak, ale już dawno ta dwudziestoletnia panienka jest mamusią,
która ma słuchać, akceptować, podziwiać.
Kasia: I którą jeszcze się upokarza opowiadaniem takich rzeczy.
Andrzej: Oczywiście.
Kasia: Oczywiście. To wszystko, co masz do powiedzenia?
Andrzej: Nie. Ludzie uprawiają seks z bardzo nieseksualnych powodów. Seks ma być
środkiem na niedokończoną kłótnię, na poczucie winy, na wyrażenie złości, na
wymierzenie kary.
Kasia: Ale również ma być łagodzącym plastrem na nastrój po kłótni. Seks jako
bicz jest tym samym, co seks jako plaster.
Andrzej: Otóż to. A seks tego nie lubi, powtarzam.
Kasia: Seks tego nie lubi, bo któraś ze stron zawsze się czuje upokorzona lub
użyta. Co najczęściej idzie w parze, a czasami nie.
Andrzej: Jeżeli ludzie się pokłócą i potem dochodzi do zbliżenia, to często
zgoda partnera jest znakiem wybaczenia, zaprzestania wojny, daje nadzieję na
lepsze bycie ze sobą.
Andrzej: Kasiu, żaden partner nie byłby w stanie tego wytrzymać.
Kasia: …ponieważ od ośmiu lat nie mogę na ciebie patrzeć.
Andrzej: No, jakoś przeginasz tu pałę, ale…
Kasia: Bo ja sobie nie wyobrażam takiej sytuacji.
Andrzej: Jeśli od ośmiu lat ktoś nie przeżywa w ogóle orgazmu i na samą myśl, że
jest z partnerem w łóżku, odrzuca go…
Kasia: No, nie odrzuca, nie byłeś kobietą. Kobieta czasem jest przygotowana na
to, że żadnych profitów nie będzie, a poza tym nie o orgazm w życiu chodzi, lecz
o wspólne życie, a poza tym w pracy go chwalą. Wiesz, o seksie się łatwo
rozmawia, bo wystarczy wziąć pismo kobiece do ręki i dowiedzieć się. Wszystkiego.
Andrzej: Raczej niczego. A jeśli awantura odbyła się po ośmiu latach, można
zapytać, co ci ludzie przez te osiem lat robili, skoro ona nie mogła mu jakoś
powiedzieć, że woli tak, a nie inaczej. To też jest jakiś rodzaj gry. Coś tu
chyba wyolbrzymiasz, żeby zwiększyć zainteresowanie czytelnika.
Kasia: No to teraz coś opowiem. Przychodzi do mnie moja serdeczna przyjaciółka i
mówi tak: Muszę z tobą porozmawiać, ponieważ straszne rzeczy się dzieją w moim
małżeństwie. Zaczepiam swojego męża od jakiegoś czasu i on mnie zdecydowanie
odrzuca. Miełiśmy nawet długie rozmowy na ten temat, mówi, że nie chce być
zaczepiany, że się czuje wtedy jak maszyna do seksu, że miał to w młodości, był
używany przez kobiety, że… Nie wiem, co robić. Strasznie się zmartwiłam i
mówię: Słuchaj, może z jakimś dobrym terapeutą, bo skoro już rozmawiali o tym…
Ona mówi: Dobrze, ale to się powtarza. Ja na to: Powiedz mu o swoich uczuciach,
a ona: Mówię mu, że czuję wielką potrzebę bliskości i tak dalej. I słyszę: NIE.
Przegadałyśmy ze cztery godziny. Wszystkie mądre rzeczy wyczytane w książkach (w
twojej między innymi) powtórzyłam, po czym pytam: Od jak dawna to trwa ? A ona
mówi: Już piątą noc. No, i jest to opowieść bardzo prawdziwa i bardzo, moim
zdaniem, ładna.
Kasia: A więc jednak nie zaczyna się od dziewczynek tylko od mamusi?
Andrzej: Od wszystkich ważnych ludzi.
Kasia: Daj mi dowód miłości?
Andrzej: No, tak. Jak mnie kochasz, to zrób to, czego pragnę. W dorosłym życiu
to jest bardzo częste zjawisko: poczucie, że się jest kochanym, wiąże się ze
świadomością, że ktoś stale coś dla nas robi. Mało tego – najwyższą formą
kochania jest odgadywanie życzeń partnera. Idealny partner to człowiek, który
rozumie mnie bez słów, ma moc odgadywania moich życzeń i spełniania ich.
Kasia: Wchodzisz, siadasz i jeżeli twoja żona cię kocha, to wie, czy ktoś cię
skrzywdził w pracy, czy cię z niej wylali, czy sobie zwichnąłeś nogę, idąc do
domu, czy spadłeś ze schodów. Tak? No, ale takie myślenie jest błędne.
Andrzej: Ale bardzo częste. Miłość prawdziwa, taka wielka miłość, jest
utożsamiana z tym, że on (czy ona) wie. Gdybyś kochał, tobyś wiedział -to jest
ten skrypt, bardzo niszczące związek przekonanie, za którym stoi kompletnie
nierealistyczne myślenie, że możliwa jest taka miłość, która nie stawia żadnych
warunków, że partner ma nas kochać takimi, jacy jesteśmy.
Kasia: No, ale ten skrypt ma korzenie w dalekiej przeszłości, prawda? To znaczy
mamusia wie, czyśmy się zsiusiali w pieluchę czy nie, gdy mamy pół roku.
Andrzej: Istotne jest przekonanie, że człowiek, który zadaje sobie trud
odgadnięcia, o co nam chodzi, na pewno nas kocha.