Kasia: I kocha go rzeczywiście bardzo, ale nie chce mu rozwalać rodziny. Tak go
kocha, że chce dobra jego dzieci, nie chce skrzywdzić tamtej kobiety, rozbijać
małżeństwa. Są takie związki, Andrzej, zapewniam cię.
Andrzej: Nie mówię, że nie, jest dużo mądrych kobiet, tylko chciałbym ci
powiedzieć jedną rzecz, która według mnie jest ważna: nie zawsze za tą sytuacją kryją się
szlachetne motywy. To jest też czasami bezpieczna sytuacja dla tej dziewczyny,
że ma faceta, który jest nie do osiągnięcia. Bardzo często ludziom, którzy
wchodzą w takie układy, towarzyszy duży lęk przed tym, czy byliby wystarczająco
atrakcyjni na co dzień, duży lęk przed bliskością, która się przejawia w
powszednim życiu. I dlatego znajdują sobie trudnych partnerów, takich, którzy są
gdzieś związani, mają obowiązki wobec innych osób. I te wolne ptaki trochę, choć
nie do końca, udają, tak można w cudzysłowie powiedzieć, że cierpią z tego
powodu, a w gruncie rzeczy ta sytuacja im jakoś odpowiada. W gabinecie
terapeutycznym jest opisywana bardzo często – można zwalić winę na partnera,
który nie chce rozstać się z żoną czy mężem – a tymczasem robimy wszystko, żeby
się nie rozstawał. I kiedy zbliża się decyzja o odejściu od żony, delikatnie i
czule pytamy go, czy na pewno nie będzie miał poczucia winy, czy przemyślał
sprawę dzieci, czy…?
Andrzej: Faceci, którzy opowiadają kochankom o swoich kłopotach małżeńskich,
dawno już są w roli dziecka wobec tych kochanek, a te kochanki dawno już są w
roli ich matek.
Kasia: Mimo że różnica wieku jest na korzyść kobiety?
Andrzej: Tak, tak, ale już dawno ta dwudziestoletnia panienka jest mamusią,
która ma słuchać, akceptować, podziwiać.
Kasia: I którą jeszcze się upokarza opowiadaniem takich rzeczy.
Andrzej: Oczywiście.
Kasia: Oczywiście. To wszystko, co masz do powiedzenia?
Andrzej: Nie. Ludzie uprawiają seks z bardzo nieseksualnych powodów. Seks ma być
środkiem na niedokończoną kłótnię, na poczucie winy, na wyrażenie złości, na
wymierzenie kary.
Kasia: Ale również ma być łagodzącym plastrem na nastrój po kłótni. Seks jako
bicz jest tym samym, co seks jako plaster.
Andrzej: Otóż to. A seks tego nie lubi, powtarzam.
Kasia: Seks tego nie lubi, bo któraś ze stron zawsze się czuje upokorzona lub
użyta. Co najczęściej idzie w parze, a czasami nie.
Andrzej: Jeżeli ludzie się pokłócą i potem dochodzi do zbliżenia, to często
zgoda partnera jest znakiem wybaczenia, zaprzestania wojny, daje nadzieję na
lepsze bycie ze sobą.
Andrzej: Tak. Trudno powiedzieć, zwłaszcza mężczyznom, że nie ma się ochoty na
seks, żeby to nie był jednocześnie sygnał, że partnerka jest nieatrakcyjna, albo
jestem słabym kochankiem. Wielu mężczyzn, bojąc się takiej konfrontacji,
wybiera to drugie, narażając się na różne ironiczne uwagi partnerki, a to
jeszcze bardziej osłabia potrzebę seksu i bliskości; to jest błędne koło. Musimy
mocno i wyraźnie powiedzieć: MOŻNA NIE MIEĆ OCHOTY NA SEKS, i nie musi to
znaczyć nic innego, jak właśnie to. To, że nie ma się na coś ochoty, jest
wystarczającym uzasadnieniem.
Kasia: Nie, bo nie – to mi się podoba. Ale co do kobiet, panuje przekonanie, że
nawet jak się nie ma ochoty, to można się kochać, tylko facet musi się postarać.
Andrzej: Seks strasznie nie lubi być uprawiany z innych powodów niż seksualne.
Kasia: Seks tego nie lubi?
Andrzej: Bardzo. To się może kończyć bardzo poważnymi powikłaniami.
Kasia: No ale w małżeństwie większość gier, które ludzie prowadzą, to gry
seksualne.
Andrzej: Nie tyle gry seksualne, ile gry wokół seksu. Na przykład karanie za
pomocą seksu.
Kasia: Nagradzanie.
Andrzej: Pozbywanie się poczucia winy, i to z obu stron.
Kasia: Pozbywanie się złości i napięcia.
Andrzej: Różne rzeczy.
Kasia: Znam mężczyznę, który ma dwadzieścia lat młodszą kochankę i opowiada jej
ze szczegółami, co jego żona robi rano, żeby był w dobrej kondycji. Seksualnie
robi. A podobno
kocha tylko kochankę. To jednak jest paranoja. Ale to są związki. To są również
związki. Myślę, że o związkach małżeńskich bardzo dużo byśmy się dowiedzieli od
tych trzecich.
Andrzej: Ale też ważna, bo odmówienie seksu jest ewidentnie traktowane jako
najsilniejsze odrzucenie. Tak. Odmówienie seksu jest traktowane jako największe
odrzucenie, najsilniejszy komunikat o nieatrakcyjności.
Kasia: Co ty powiesz?
Andrzej: Nie kpij, to prawda..
Kasia: To znaczy… ja na to nie wpadłam.
Andrzej: Ale ja to wiem.
Kasia: Ale czy ty wiesz to jako mężczyzna, czy jako terapeuta, czy jako
mężczyzna i terapeuta? I jako kobieta też to wiesz?
Andrzej: Z różnych ról to wiem.
Kasia: Ale czy wiesz to od kobiet?
Andrzej: Tak.
Kasia: No, rozumiem, że to jest sytuacja katująca, dlatego ja nigdy nie
zaczepiam pierwsza partnera. Jeden mi powiedział, że go głowa boli, dwadzieścia
lat temu.
Andrzej: Ale jego ma prawo boleć głowa.
Kasia: Zależy, jak go ta głowa boli. A mojego bolała nie tak, jak powinna.
Andrzej: Nie chcę tu wnikać w to, co tam było, ale na przykład mężczyzna, który
nie ma ochoty na seks, jest postawiony w podwójnie złej sytuacji.
Kasia: Po pierwsze, może się bać, że ona pomyśli, że on jest do niczego; po
drugie, odrzuca partnerkę i ona może pomyśleć: Jestem tak fatalna, że nawet on
mnie nie chce. Nie można nie mieć ochoty na seks.
Andrzej: Kasiu, żaden partner nie byłby w stanie tego wytrzymać.
Kasia: …ponieważ od ośmiu lat nie mogę na ciebie patrzeć.
Andrzej: No, jakoś przeginasz tu pałę, ale…
Kasia: Bo ja sobie nie wyobrażam takiej sytuacji.
Andrzej: Jeśli od ośmiu lat ktoś nie przeżywa w ogóle orgazmu i na samą myśl, że
jest z partnerem w łóżku, odrzuca go…
Kasia: No, nie odrzuca, nie byłeś kobietą. Kobieta czasem jest przygotowana na
to, że żadnych profitów nie będzie, a poza tym nie o orgazm w życiu chodzi, lecz
o wspólne życie, a poza tym w pracy go chwalą. Wiesz, o seksie się łatwo
rozmawia, bo wystarczy wziąć pismo kobiece do ręki i dowiedzieć się. Wszystkiego.
Andrzej: Raczej niczego. A jeśli awantura odbyła się po ośmiu latach, można
zapytać, co ci ludzie przez te osiem lat robili, skoro ona nie mogła mu jakoś
powiedzieć, że woli tak, a nie inaczej. To też jest jakiś rodzaj gry. Coś tu
chyba wyolbrzymiasz, żeby zwiększyć zainteresowanie czytelnika.
Kasia: No to teraz coś opowiem. Przychodzi do mnie moja serdeczna przyjaciółka i
mówi tak: Muszę z tobą porozmawiać, ponieważ straszne rzeczy się dzieją w moim
małżeństwie. Zaczepiam swojego męża od jakiegoś czasu i on mnie zdecydowanie
odrzuca. Miełiśmy nawet długie rozmowy na ten temat, mówi, że nie chce być
zaczepiany, że się czuje wtedy jak maszyna do seksu, że miał to w młodości, był
używany przez kobiety, że… Nie wiem, co robić. Strasznie się zmartwiłam i
mówię: Słuchaj, może z jakimś dobrym terapeutą, bo skoro już rozmawiali o tym…
Ona mówi: Dobrze, ale to się powtarza. Ja na to: Powiedz mu o swoich uczuciach,
a ona: Mówię mu, że czuję wielką potrzebę bliskości i tak dalej. I słyszę: NIE.
Przegadałyśmy ze cztery godziny. Wszystkie mądre rzeczy wyczytane w książkach (w
twojej między innymi) powtórzyłam, po czym pytam: Od jak dawna to trwa ? A ona
mówi: Już piątą noc. No, i jest to opowieść bardzo prawdziwa i bardzo, moim
zdaniem, ładna.